Strona:Iliada.djvu/240

Ta strona została przepisana.


„Niech w was, Grecy, ten zapał ślachetny nie stygnie:        231
Nie za zdraycami Jowisz swą prawicę dźwignie.
Którzy świętą przysięgę złamali niegodnie.
Na brzydką póydą pastwę sępom za swe zbrodnie:
A my, gdy padnie od nas Jlion zburzony,
Powieziem na okrętach ich dzieci i żony.„
Ale na gnuśnych ostrym wyrazem powstaie,
I sprawiedliwym gniewem zapalon tak łaie:
„Na łup nieprzyiacielskiéy wysławiony strzały,
Motłochu podły, czemu stoisz odurzały?
Skąd ta niemęzka boiaźn? skąd to pomieszanie?
Za co, iak długim biegiem zmordowane łanie,
Ledwie się mdłą na ziemi wspierające nogą,
Na plac bitwy patrzycie z zimną w sercach trwogą?
Czekacież, aż się zbliżą Troianskie szeregi,
I szeroko zastąpią całe morza brzegi?
Natenczas wy dopiero chcecie nikczemnicy,
Doświadczyć wsparcia możnéy Jowisza prawicy?„
Tak łaie gnuśnych, mężnych grzeie woiowników,
Wreście do licznych Krety przybliżył się szyków:
Te przy Jdomeneiu biorą się do zbroi,
Wódz, iak silny odyniec, na czele ich stoi.
Smiały Meryon tylne ustawia orszaki.
Bardzo Agamemnona cieszy widok taki,
Więc królowi oświadcza z tego radość swoię:
„Między wodzami Greków, przybyłych pod Troię,