Strona:Iliada.djvu/278

Ta strona została przepisana.


Wreście ią długim goniąc śmiały rycerz biegiem,        335
Dopędził między Troian walecznych szeregiem.
Natychmiast oszczep rzucił i dosięgnął ręki,
Przebił boską zasłonę, którą tkały Wdzięki;[1]
I zdarł iéy trochę skóry żelezcem pociska:
Zaraz z niéy krew, a raczéy sok czysty wytryska.
Inny iest pokarm ludzi, inny władców nieba,
Nie znaią oni wina, sił nie ciągną z chleba,
Więc, krwi nie maiąc, żywot nieśmiertelny wiodą.
Raniona Wenus, z bogiń naypiérwsza urodą,
Krzyczy, i rzuca syna: Apollo go bierze,
I by mu życia Greccy nie wzięli rycerze,
Nieprzeyrzanym dokoła cieniem go oblecze.
Do Wenery zaś Tydyd groźnym tonem rzecze:
„Pódź stąd, córo Jowisza, nie tu twe zalety:
Alboż nie dość, że słabe uwodzisz kobiety?
Jeśli ci ieszcze woyny pożądać się zdarzy,
Sama iéy wzmianka róże z twoiéy spędzi twarzy.„
Tak mówił, ona wolną stopą rzuca pole,
Pomieszana i ostre z rany cierpiąc bóle:
Jrys przyiazną ręką, mdłe iéy kroki wsparła,
A na śnieżnych się licach siność rozpostarła.
Widzi Marsa na lewéy siedzącego stronie,
Mgłą ciemną otoczony iego wóz i konie:
Do kolan mu się schyla,[2] głos zanosi tkliwy,
By dał swoich rumaków ze złotemi grzywy.

  1. Nie dosyć, że Homer przyznaie bogom namiętności i wady ludzkie, czyni ich ieszcze uczeſtnikami cierpień natury naszéy. Takie poniżenie bogów obraziło Platona tak dalece, że go wygnał ze swoiéy Rzeczypospolitéy: a Pitagoras powiedział, że za zmyślania, tak upodlaiące bogów, okrutnie był w piekle dręczony. Aryſtoteles iednak bronił Homera, twierdząc, że napisał rzeczy, które przed nim wieść rozgłosiła. Wszakże bayka mówi, że Jowisz był raniony, że Pluton podobny raz odebrał: a więc Homera nie można obwiniać, że ranioną Wenerę wyſtawił.
  2. Wenus nie przez upokorzenie pada przed ſtopami Marsa, ale że osłabiona nie mogła się na nogach utrzymać.