Strona:Iliada.djvu/297

Ta strona została przepisana.


I tu każę Achayskiéy zgromadzać się młodzi:        829
Bo widzę, że Troianom w polu Mars przywodzi.„
A na to modrooka Minerwa tak rzecze:
„Tydydzie, sercu memu naymilszy człowiecze,
Ani ty się bóy Marsa, choć biie zażarcie,
Ani innego boga, masz odemnie wsparcie.
Nuż przeciwko Marsowi dzielne zwróć rumaki:
I boga, co się miota, iak szaleniec iaki,
A w niczém statku nie zna, twoią rań prawicą,
Uwiązał się Junonie i mnie obietnicą,
Że będzie wspierać Greki: dzisiay wiarołomca,
Troianom iest pomocnik, a Greków pogromca.„
To rzekłszy, ściąga z wozu Kapaneia plemię,
Mężny Stenel natychmiast wyskoczył na ziemię:
Zaraz na wóz bogini siada nieprzelękła,
Przy wielkim Dyomedzie: oś straszliwie iękła
Pod Minerwy i męża dzielnego ciężarem:
Bierze leyce do ręki, a gniewu pożarem
Tchnąca przeciw Marsowi, rumaki zacina.
Ten dopiero co zwalił Ochezego syna,
Etola, Peryfanta, olbrzymiéy postawy:
Z zabitego rycerza zdzierał Mars łup krwawy.
Pędzi przeciwko niemu Pallas zapalona,
Wziąwszy, by iéy nie poznał, przyłbicę Plutona.[1]
Postrzegłszy Mars idących przeciw sobie śmiało
Porzuca zabitego Peryfanta ciało,

  1. Wziąć przyłbicę Plutona, znaczy niewidzialnym się uczynić.