Strona:Iliada.djvu/315

Ta strona została przepisana.


ILIADA.
XIĘGA VI.

Gdy z pola do Olimpu bogowie wrócili,
Wątpliwy na przemianę los woyny się chyli,
I między Symoentu, a Xantu koryty,
Z obudwu stron miedziane lataią dziryty.
Mur Greków, Telamona syn postrachy sieie,
Łamie zastęp Troiański, odżywia nadzieje:
Eusora syn Akamas, rycerz między Traki,
I naydzielnieyszy bronią, i iak olbrzym iaki
Wzrostem ciała ogromny, legł z jego prawicy.
Silną włócznią uderzył, w czub twardéy przyłbicy:
Ta przeszła aż do czoła, zgruchotała kości,
Zwalił się, oczy wieczne zamknęły ciemności.
Dyomed przybyłego z Arysby Axyla,
Niezłamanym oszczepem do ziemi nachyla:
Mąż ten, równie bogactwy, iak ludzkością słynął,
Domu iego przy drodze podróżny nie minął.
Lecz nikt się nie zastawił, pamiętny przysługi,
Nikt śmierci nie odwrócił;[1] z nim Kalezy drugi,
Którego miał przy sobie wówczas powoźnika,
Ginie; tak sługę z panem równy los potyka,
Euryal dzidą Dreza i Ofelta przeszył,
A potem na Ezepa i Pedaza śpieszył,

  1. Wyrzut przeciw niewdzięczności ludzkiéy. Widzimy podobnie w Piśmie S. iak Patriarchowie siedząc w progach domów swoich, zapraszali wędrowników, aby w nich sobie wytchnęli.