Strona:Iliada.djvu/320

Ta strona została przepisana.


W tym Hyppoloch, w tym Tydey godnego ma syna.        127
Piérwszy do Glauka Tydyd, tak mowić zaczyna:[1]
„Ktoś ty z rycerzy, ślepym uniesion zapałem?
Jeszcze cię dotąd w polu chwały nie widziałem;
Teraz w dzielności wszystkich przewyższa twa ręka,
Gdy się razu silnego téy dzidy nie lęka:
Ale kto pod móy pocisk, śmiałym zaszedł krokiem,
Tego rodzice smutnym wydali wyrokiem.
Jeśli bóg, z nieśmiertelnych przychodzisz siedliska,
Wiedz, że moia dłoń grotów na bogi nie ciska.
I Likurg, syn Dryanta, niedługich dni zażył,
Że przeciw nieśmiertelnym powstać się odważył:
Niegdyś on świętych Bacha mamek nie oszczędził,
Twardym zbroyny rzemieniem po Nissie ie pędził:
Ochłostanym Bachantkom tyki z rąk wypadły.
Schronił się w głębi morza sam Bachus wybladły.[2]
Tetys drżącego na swém łonie skryła boga:
Taka, na groźby męża, przeięła go trwoga.
Ale bogowie, którym złoty wiek się toczy.
Rozgniewali się srodze: Jowisz wziął mu oczy;
Wnet i życie wydarli niebianie zawzięci:
Stąd ia, z bogami walczyć, wcale nie mam chęci.
Lecz ieśli, iak śmiertelny, trawisz owoc ziemny,
Zbliż się, a wnet obaczysz Plutona kray ciemny.„
Na to Glauk do wielkiego tak mówi Tydyda:
„Skąd się o ród móy pytasz? na co się to przyda?

  1. Oto naydłuższa rozmowa, którą nam w czasie bitwy Jliada wyſtawia. Czytelnik powinien znać sposób, iakim dawni woiowali. Mogli oni natenczas podobnych sobie rozmów pozwalać. Rzecz téy rozmo-wy dotyka serce, i chyba tym tylko się nie podoba, którzy nie pamiętaią, że u dawnych związki gościnności, więcéy ieszcze niż krwié związki szacowane były. Można do tego przydać, że po oddaleniu się bogów, i odeyściu Hektora, bitwa nie tak była zażarta: a Dyomed dokazawszy tyle, iak się z Xięgi V. pokazuie, potrzebował odpoczynku. Homer, idąc za obyczaiami wieku swoiego, przerywa bitwę, lubo woyſka maią broń w ręku, przyiemne robi uſtępy, a obrazy swoie w różnych coraz poſtaciach wydaie.
  2. Co się zdarzyło w czasie świąt Bachusa względem Bachantek, to Poeci przenieśli do samego Boga.