Strona:Iliada.djvu/330

Ta strona została przepisana.


Poszła na wieżą, z nią syn i służąca iedna,        387
Gdzie iękami i płaczem trapiła się biedna.
Nie widząc w domu żony, Hektor miły bogu,
Pyta się swych służebnic, stanąwszy u progu.
„Gdzie iest żona, wiernemi powiedzcie mi słowy:
Czy do któréy z sióstr poszła? czy też do bratowy?
Czyli do zagniewanéy Minerwy świątyni,
Gdzie zatrwożona Troia do niéy modły czyni?„
A na to sługa rzecze, niepotknięta w wierze:
„Panie, kiedy ci prawdę mam powiedzieć szczerze,
Ni do sióstr, ni bratowych, ni też do świątyni
Nie poszła, gdzie strwożona Troia modły czyni:
Na Jliońską wieżą niosła krok skwapliwy,
Słysząc, że Troian cisną orężem Achiwy.
Tam podobna odeszłéy od siebie kobiecie
Pobiegła, za nią mamka małe niosąc dziecię.„
Taką słysząc odpowiedź wiernéy służebnice,
Nazad Hektor obszerne przebiega ulice.
Gdy, przeszedłszy przez miasto, był pod Sceyską bramą.
I w pole trzeba było iśdź drogą tąż samą,
Tam bogato posażna zabiega mu żona,
Andromacha, wielkiego córa Ecyona,
Który dziedziczył Teby, lasami okryte,
Nad Cyliki trzymaiąc berło znakomite.
Tę więc sobie poślubił Hektor, mąż chwalebny.
Bieży naprzeciw męża: na rękach służebny,