Strona:Iliada.djvu/349

Ta strona została przepisana.


Ja więc na niego w zbroynéy wychodzę odzieży,        101
Wiem, ze od woli bogów zwycięztwo zależy.„
To powiedziawszy, wciąga rycerskie pokrycie.
Jużbyś był, Menelaiu, pewnie stracił życie,
Pod Hektora prawicą, bo większéy był siły;
Gdyby natychmiast wodze Greków nie skoczyły,
I nie wstrzymały zguby chcącego zuchwale:
Pierwszy król Menelaia powściąga w zapale,
Agamemnon, którego najwyższa iest władza,
Bierze brata za rękię, i tak mu odradza.
„Skąd w tobie, Menelaiu, ten zapęd niewczesny?
Wstrzymay się, choć krok taki dla ciebie bolesny:
Więc, mierzyć się z mocnieyszym, chęć w tobie tak skora?
Więc na strasznego drugim, ty póydziesz Hektora?
Choć silnieyszy nad ciebie, Pelid prędkonogi,
Bez drżenia w sercu, w polu nie zaydzie mu drogi.
Usiądź raczéy spokoynie pośród twoich ludzi,
Innego nań rycerza naród Grecki wzbudzi.
A chociaż tak zażarty i niesyty boiu,
Miło mu będzie potem spoczywać w pokoiu,
Jeśli tylko z téy bitwy strasznéy wyydzie zdrowy.„
Skłonił król Menelaia rozsądnemi słowy:
Nie wzbrania się uczynić radzie mądréy zadość,
Co niezmierną sprawiło w sługach wiernych radość;
Zaraz więc z ramion króla świetne zdięli zbroie.
Natenczas tak rozwodzi Nestor żale swoie.