Strona:Iliada.djvu/353

Ta strona została przepisana.


Co opatrznemi wszystko ogarniasz oczyma,        204
Day, niech Aiax zwycięztwo i chwałę otrzyma.
A ieśli i Hektora miła ci osoba,
Niech maią równą siłę, równą chwałę oba.„
Tak się modlą, a rycerz w świetną miedź się stroi.
Kiedy zaś cały stanął w bohatyrskiey zbroi,
Sążnistym idzie krokiem. Jak z straszną Mars miną,
Dąży w pole, gdzie woyska w krwawéy rzezi giną;
Tak na plac boiu wielki Aiax szedł z pośpiechem:
Twarz groźna się uśmiecha, lecz dumnym uśmiechem.[1]
Długą wstrząsaiąc dzidą, wielkim stąpa krokiem.
Cieszą się Grecy męża takiego widokiem,
A Troianie się zlękli na iego spoyrzenie,
Nawet serce Hektora zimne przeszło drżenie:
Lecz ni bać się, ni cofać, nie była iuż pora,
Piérwsze bowiem wyzwanie poszło od Hektora.
Zbliżył się nakształt wieży niosąc puklerz, który
Zrobił Tychy, siedmioma powlekłszy go skóry:
W Hyli mieszkał, ze skórnych piérwszy rzemieślników,
Ten dobrze wytuczonych siedm zarzezał byków,
I nienaśladowany w swym wielkim przemyśle,
Osmą blachą umocnił siedm skór zbitych ściśle.
Takim Aiax puklerzem swe piersi okrywa,
I zbliżywszy się, groźnym tonem się odzywa:
„Gdy się moia sam na sam ręka z twoią zmierzy,
Poznasz, Hektorze, iakich my mamy rycerzy,

  1. Homer w tak wysokim obrazie wydał waleczność Aiaxa, że dziwić się nie można wzruszeniu samego nawet Hektora, na zbliżenie tego bohatra.