Strona:Iliada.djvu/354

Ta strona została przepisana.


Nawet prócz Achillesa, lwiego serca męża,        231
Który szyki rozrywa, zastępy zwycięża.
Teraz siedzi w namiocie, gniewny na Atryda:
Lecz ziemia nasza wielu mężów takich wyda,
Którym rycerski z tobą niestraszny uczynek:
Ale nie zwlekay boiu, zaczniy poiedynek.„
A Hektor: „Cny Aiaxie, nie trwóż ty mię słowy,
Nie doświadczay, iak dziecka, albo białogłowy,
Co nie zna dzieł woiennych: bo rycerskie sprawy,
Od kolebki są dla mnie naymilsze zabawy.
Na prawéy i na lewéy umiem trzymać tarczę,
Tak, że niezmordowany długo bić wystarczę:
I piesze, na dźwięk Marsa, zdolny zwodzić bitwy,
I ogniste na dzielnych rumakach gonitwy.
A luboś taki, skrycie pociskiem nie mierzę,
Lecz, ieśli mi się uda, otwarcie uderzę.„
To rzekł, i dzidę rzucił, a pocisk gwałtowny
Trafia w puklerz Aiaxa, siedmią skór warowny:
Przebiła blachę z miedzi, i sześć skór przedarła
Silna dzida, w ostatniéy ledwie się oparła.
Znowu Aiax ślachetny swą dzidę niezłomną
Mierzy, i trafia w tarczę Hektora ogromną:
I przez tarczę gwałtowny grot drogę otwiera,
I kirys, mocno tkany, na ciele przedziera,
I na boku od wnętrza szatę mu przewierci:
Schylił się zręcznie Hektor, i wydarł się śmierci.