Strona:Iliada.djvu/361

Ta strona została przepisana.


Ja się od życzeń wodzów w niczém nie oddalam.        413
Na pochowanie zmarłych naychętniéy zezwalam.
Ci, którzy więcéy światła nie uyrzą na niebie,
Niech przynaymniéy ostatnią cześć maią w pogrzebie.
Jowiszu! ciskaiący z Jdy grom czerwony,
Bądź świadkiem przysiąg naszych, małżonku Junony.„
Tak wezwawszy Jowisza, władnącego chmury,
Wzniósł berło: Jdey wraca w Jliońskie mury.
Czekaią zgromadzeni na radzie Troianie,
Dopóki z odpowiedzią poseł ich nie stanie:
Przychodzi, i co rzekli Achiwi, opiewa.
Więc idą znosić trupy, drudzy zwozić drzewa.
Tenże zamiar Achiwów od okrętów niesie,
Ci zbieraią umarłych, ci drzewo tną w lesie.
Już słońce z wód spokoynych Oceanu wstaie,
I piérwszy rzuca promień na poziome kraie,
Posuwaiąc na górne niebo krok wspaniały:
Gdy się Greki z Troiany na polu spotkały.
Trudno było rozeznać tych, którzy nie żyli.
Więc ich wodą z posoki i prochu obmyli,
I łzami kropiąc, nieśli do wozów na ręku.
Mądry Pryam zabronił niewieściego ięku.[1]
W milczeniu zwożą trupy: stos wielki wyrasta,
Który, gdy ogniem spłonął, wrócili do miasta.
Z równym bolem swych trupy znieśli w téyże chwili,
I spaliwszy, do floty Achiwi wrócili.

  1. Zakaz ten dlatego był dany, aby Grecy nie powzięli wzgardy dla Troian, iako ludzi miękkich; do tego aby śpieszyli się Troianie z pogrzebem swoich, i ukończyli go przed upłynieniem rozeymu. W tak krótkim przeciągu nie mogli go odbyć ze zwykłemi obrządkami i płaczem, iaki w podobnych okolicznościach był we zwyczaiu.