Strona:Iliada.djvu/390

Ta strona została przepisana.


Lecz ty! nie wstrzymaszli się w bezwstydnym zapędzie?        439
Twoiaż ręka z Jowiszem potykać się będzie!„
To powiedziawszy, poszła Jrys nieleniwa.
Do Pallady zaś smutna Juno się odzywa:
„Pallado, serce moie na to nie zezwoli,
Aby walczyć z Jowiszem, dla śmiertelnych doli.
Niech giną, albo żyią, iak wyrok rozrządzi,
Niechay, podług mądrości swoiéy, Jowisz sądzi,
Troian, lub Greków, szczęście przedłuża, czy skraca.„
To mówi i natychmiast nazad konie zwraca:
Godziny ie wyprzęgły, zdięły szor wspaniały,
I w żłobach Ambrozyyską paszą im podały,
A piękny wóz o ścianę błyszczącą oparły.
Zasępiły się smutkiem, złością się rozżarły,
Siadły iednak boginie w inszych bogów gronie.
I Jowisz pędzi z Jdy do Olimpu konie:
Lecą bystre rumaki do bogów mieszkania.
Sam Neptun ie wyprząga, wóz pyszny zasłania
Swiecącém się pokryciem, w mieyscu postawiony.
Wstępuie oyciec bogów na swóy tron wzniesiony:
Olimp się trząsł po każdym chmurowładcy kroku.
Gniewna Juno z Palladą siedziały na boku:
Złość zapala ich serca, upór wargi ścina;
Postrzegl ich myśli Jowisz i piérwszy zaczyna:
„Skąd, Juno i Pallado, umysł wasz stroskany?
W krótkiéy potyczce od was zniesione, Troiany,