Strona:Iliada.djvu/392

Ta strona została przepisana.


Wielki stanie Achilles na poboiowisku,        491
Niosąc wsparcie Achiwom w ostatnim ucisku,
Kiedy będą walczyli o Patrokla zwłoki.
Tak się wypełnić muszą odwieczne wyroki.
Ty choćbyś krańce ziemi i morza obiegła,
Gdzie Saturna z Japetem iaskinia odległa
Kryie, którzy Tartarem czarnym otoczeni,
Nie znaią wiatrów tchnienia, ni światła promieni;
Choćbyś tam nawet poszła, twe gniewy mam za nic,
Bo wiem, że w zuchwałości żadnych nie znasz granic.„
Na to i słowa Juno zmartwiona nie rzekła.
Tymczasem ziemię czarnym kirem noc powlekła,
A słońce świetną głowę skryło w Oceanie.
Z żalem gasnące światło widzieli Troianie:
Przeciwnie Grekom, tyle cierpiącym od rana,
Przyiemna noc i trzykroć była pożądana.
Sciągnąwszy lud na przestrzeń, od trupów daleką,
Hektor miał Troian radę, nad Skamandru rzeką:
Zsiedli z wozów, słuchali słów z ust Pryamida,
Jedynastołokciowa w ręku iego dzida,
Błyszczy się ostrze, złotym obięte pierścieniem,
Wódz tak mówi, otoczon liczném zgromadzeniem:
„Słuchaycie mię Troianie, i Dardany mężne,
I wiernych sprzymierzeńców zastępy potężne:
Mniemałem, że zniszczywszy Achayskie narody,
Wrócę dzisiay zwycięzcą w Jlionu grody: