Strona:Iliada2.djvu/013

Ta strona została przepisana.
ILIADA.
XIĘGA IX.

Tak czuwali Troianie, gdy na Greków padła
Zimnego Strachu siostra, Ucieczka wybladła:
Ranne bolem, naystalsze umysły się chwieią.
Jak gdy nagle z Zefirem Boreasz zawieią,
Burząc Ocean od ryb mnogich zamieszkany;
Na bałwanach się czarne podnoszą bałwany,
Zielsko i pianę miecąc z morskiego łożyska:
Tak strach w Achiwów piersiach drżącém sercem ciska.
Obchodzi Agamemnon, cały w smutku, w trwodze,
I woźnym rozkazuie zwołać pierwsze wodze,
Lecz razem głos miarkować:[1] iego spólna strata
Naymocniéy boli, iego naywięcéy przygniata.
Usiadły wodze: troski na wszystkich wyryte,
Powstał król Agamemnon, łzy leiąc obfite;
Jak zdróy, który z pod ſkały bystrym nurtem ciecze:
I gęstym przerywane iękiem słowa rzecze:
„Przyiaciele, wodzowie, plemię woyny boga,
W ciężką mię trudność wprawia Jowisza moc sroga:
Bo nielitosny, przedtem dał mi obietnicę,
Że nie wrócę, aż Troian obalę stolice;
Teraz mi każe płynąć do Argów bez sławy,
Kiedym iuż tyle ludu stracił przez bóy krwawy.

  1. Agamemnon rozkazuje woźnym, cichym głosem zwoływać wodzów, aby Troianie, którzy zbliska obóz oblegli, nie dowiedzieli się o trwodze Greków, a przez to większéy ieszcze nie nabrali śmiałości.