Strona:Iliada2.djvu/017

Ta strona została przepisana.


Ciebie Jowisz na czele narodów posadził,        101
Dał ci berło i prawa, żebyś o nich radził.
Zdania więc piérwszość zawsze przy tobie zostaie:
Ale, kiedy kto inny dobrą radę daie.
Słuchać iéy powinieneś, a w uważnym względzie
Obiąwszy rzeczy, przyiąć to, co lepsze będzie.
Ja wszystko powiem szczerze, podług przekonania,
I sądzę, że tu nie da nikt lepszego zdania.
Nie dziś ie mam dopiero, ale wtedy ieszcze,
Bo klęski przeczuwało we mnie serce wieszcze,
Gdyś królu, wzięciem branki, Achilla rozżalił.
Nikt natenczas postępku twoiego nie chwalił.
Ja cię wstrzymać od tego chciałem przedsięwzięcia:
Lecz ty, słuchaiąc dumnéy wielkości natchnięcia.
Obraziłeś rycerza, którego czczą bogi,
I dziś ieszcze w namiocie masz iego łup drogi.
Myślmy, iakby w nim zmiękczyć można gniew surowy,
Przez miłe upominki, przez słodkie namowy.„
Na to król: „Mądry starcze, zawszem prawdę cenił,
I wdzięcznie to przyymuię, żeś móy błąd wymienił.
Precz odemnie nikczemne grzechu pokrywanie!
Mąż, którego czci Jowisz, sam za woysko stanie:[1]
Jak tego uczcił! srodze zgromiwszy Achiwy.
Ale, kiedy zgrzeszyłem przez gniew popędliwy;
Chcę go znowu mnogiemi złagodzić ofiary,
Wymienię ie przed wami, oto moie dary:

  1. Agamemnon ſkazuie tylko w téy mowie Achillesa, ale go nie wymienia: tyle ieszcze, mimo naygwałtownieyszéy potrzeby pogodzenia się z nim, wyniosłość w jego sercu przemaga.