Strona:Iliada2.djvu/020

Ta strona została przepisana.


A puhary, w kwieciste ustroione wieńce,        179
Pełne wina, roznoszą miedzy nich młodzieńce.
Gdy bogom należyte oddali ofiary,
I sami do dna z winem spełnili puhary;
Posłowie się do swoiéy zabieraią drogi,
Nestor głosem i ręką daie im przestrogi,
Naybardziéy zaś Jtaki króla upomina,
Aby zmiękczył Peleia zawziętego syna.
Idą brzegiem, szumnemi szturmowanym wały;
I boga, co swem berłem świat ogarnia cały,
Proszą, by mogli skłonić w gniewie duch zacięty;
Wkrótce przyszli, gdzie stały Ftyotów okręty.
Zastaią zabawnego graniem bohatyra:
Odzywała się w ręku iego wdzięczna lira:
Łup ten, gdy Teby zdobył, znóy iego nagrodził,
Śpiewał rycerskie dzieła, tak swe bóle słodził.
Patrokl, siedząc naprzeciw, nadstawuie ucha,
I w milczeniu do końca iego pienia słucha,
A wtem posłowie wchodzą, Ulisses na czele:
Staią przed bohatyrem. Zadziwiony wiele,
Rzucił lirę, i z mieysca natychmiast wyskoczył:
Wstał i Patrokl zdumiony, skoro wodzów zoczył;
„Czyli was tu potrzeba, czyli przyiaźń trudzi,
Rzekł, ściskaiąc ich Pelid, miłych witam ludzi;[1]
Choć iestem zagniewany, was uważam przecię,
Jako moich naydroższych przyiaciół na świecie.„

  1. W tém mieyscu wydany ieſt charakter Achillesa, w całéy swoiéy ślachetności. Miło ieſt widzieć, iak ten bohatyr popędliwy i zawzięty, z naywiększą ludzkością przyiaciół swoich przyymuie.