Strona:Iliada2.djvu/036

Ta strona została przepisana.


Wystawia, iak okrutnéy podpadaią klęsce        595
Ci, których miasto wzięte: rzną ludzi zwycięzce,
W popiół sypią się domy, a dzieci niestety!
W smutną idą niewolą i biedne kobiety.
Wzruszył się Meleager, przywdział świetną zbroię,
I wreście otworzywszy czuciu duszę swoię,
Zbawił ziomków; lecz nie miał nagród swego trudu,
Bo się skłonił sam z siebie, nie na prośby ludu.
Waruy się, przyiacielu, podobnie zatwardzić,
Nie czekay naw zniszczenia, dary nie chciey gardzić.
Jak próżne wtedy wsparcie, gdy iuż flota zginie!
Pódź! zostań bogiem Greków! zabież ich ruinie:
Już nie będziesz uczczony późniéy w tym sposobie,
Choćbyśmy naszę całość, byli winni tobie.„
„Oycze Fenixie, starcze kochany od nieba,
Rzekł Achilles, mnie wcale takiéy czci nie trzeba.
Jowisz, niebios pan, chwałą zaszczyci mię wszędzie.
I sam, póki ożywiać te piersi duch będzie,
I póki, pełen zdrowia, kolanami władam,
Zachowam ią: ty słuchay, co ia ci przekładam.
Nie przychodź, dla Atryda ięczeć tu i ślochać,
Nieprzyiaciela mego ty nie możesz kochać:
Miłego w tobie męża wnetbym znienawidził;
Kim ia się brzydzę, trzeba, byś ty się nim brzydził.
Dziel moię cześć: odpowiedź przez tych będą mieli:
Ty zostań i na miękkiéy śpiy u mnie pościeli.