Strona:Iliada2.djvu/050

Ta strona została przepisana.


Krwią skropioną: od głowy do kolan mu spada,        23
Nareście bierze oszczep, którym dzielnie włada.
Równie od Menelaia oczu sen daleki,
Równa trwoga w umyśle: drżał, ażeby Greki,
Co dla niego, bóy niosąc, wielkie przeszły wody,
Smutnie pod Troiańskiemi nie poległy grody.
Wziął swóy oszczep, na głowę z miedzi szyszak włożył,
Lamparta cętkowaną skórą grzbiet nasrożył,
I biegł obudzić brata, który wyniesiony
Berłem nad wszystkich wodzów, iak bóstwo był czczony.
Znayduie go przepyszną kładącego zbroię;
Poczuwa orzeźwioną w smutku duszę swoię,
Agamemnon, gdy brata przy sobie obaczy.
Ten swoie troski zaraz w tych słowach tłumaczy.
„Dlaczego się uzbraiasz, iakie masz układy?
Chceszli kogo do Troian wysyłać na zwiady?
Ale ia bardzo wątpię, aby w téy potrzebie,
Chciał kto przyiąć tak trudną powinność na siebie.
Póyśdź między nieprzyiaciół, samemu i w nocy,
Jakiéy trzeba śmiałości! iakiéy w duszy mocy!„
„Rady oba szukaymy, rzekł król, bracie luby.
Jakby woysko i flotę zachować od zguby.
Jowisz się zmienił, prośby nasze są daremne:
Hektora mu dziś tylko ofiary przyiemne;
Naywiększych bohatyrów on dziś chwałę zmazał,
Żaden rycerz w dniu iednym tyle nie dokazał: