Strona:Iliada2.djvu/056

Ta strona została przepisana.


A iako psy, co wiernie ludziom towarzyszą,        179
Czuynie pilnuią owiec: i skoro posłyszą,
Że lew z gór poruszony, wyskakuie z lasu,
Wielkiego przy owczarni narobią hałasu,
Od psów i od pasterzy spoczynek daleki;
Tak sen mężni rycerze spędziwszy z powieki,
Patrzą na obóz Troian, czuynemi podsłuchy,
Uważaiąc naymnieysze nieprzyiaciół ruchy.
Ta baczność ich w Nestorze wielką radość nieci,
Zachęca ich tém słowem: „Tak czuwaycie dzieci!
Precz sen! waszéy gnuśności byłoby to zyskiem,
Iżbyśmy nieprzyiaciół zostali igrzyskiem.„
To mówiąc, rów przeskoczył, a za iego ślady,
Wszyscy wodzowie Greków zwołani do rady:
Nestora syn za niemi i Meryon przyśli,
Bo ich uczestnikami chcieli mieć swych myśli.
A kiedy przeskoczyli za rowy spadziste,
Tam usiedli, gdzie mieysce od krwi było czyste,
Gdzie się wstrzymała ręka Hektora zaciekła,
Gdy noc przychylna ziemię swym cieniem powlekła.
Myślą, każdy z kolei swe zdanie odkrywa,
Aż mądry między niemi Nestor się odzywa.
„Czyliż się między nami taki mąż nie znaydzie,
Który, w swém ufny męztwie, między Troian zaydzie;
Może kogo z Hektora schwyci towarzyszy,
Może ich mowy przeymie i rady usłyszy: