Strona:Iliada2.djvu/149

Ta strona została przepisana.


Co niezdolne się oprzeć, lada czém się straszą,        101
Przeznaczone bydź wilków i lampartów paszą,
Nigdy Grekom Dardanie nie dostali kroku,
Nawet nie mogli wstrzymać naszego widoku.
Dziś aż pod samę flotę śmiałe hufce wiodą!
Zginiemże błędem króla i woyska niezgodą?
Jakże! więc, bez odporu, Troia nas wybiie,
I zamiast walczyć, sami nadstawim iéy szyie!
Achilla skrzywdził Atryd, i nie iest bez winy:
Lecz możnaż boiu dla téy unikać przyczyny?
Błagaymy bohatyra: dobrego człowieka
Umysł nigdy się długo w gniewie nie zacieka.
Wy zaś, wstrzążcie tę gnuśność, która grozi zgubą,
Wy, coście chwałą krain, a rycerstwa chlubą.
Niech serce boiaźliwe od boiu unika,
Nie póydę ia zagrzewać próżno nikczemnika:
Lecz wasza mię bezczynność obraża i dziwi.
Nie widzicież, co przez nię ucierpią Achiwi?
Nuż! niech dusze ogarnie sławy chęć wspaniała,
Wielkie niebezpieczeństwo, lecz iak wielka chwała!
Hektor wpada na flotę, wszystkie przebył tamy,
Nie odparły go mury, nie wstrzymały bramy.„
Tym głosem dodał Neptun do boiu ochoty:
Garną się do Aiaxów nieprzełomne roty.
Widząc, z jakim przy wodzach stawią się pośpiechem,
Marsby na nich i Pallas patrzała z uśmiechem.