Strona:Iliada2.djvu/161

Ta strona została przepisana.


I wzięli do okrętów smutne iego zwłoki,        413
Leiąc nad przyiacielem swoim łez potoki.
Jdomeney pracuie w polu naygoręcéy:
Pragnie, lub żeby Troian zgubił iak naywięcéy,
Lub, ażeby na ziemię i sam się obalił,
Byleby zgonem swoim lud Grecki ocalił.
Niedługa uszła chwila, gdy nowym się czynem
Wsławił, walcząc z Alkatem, Ezyeta synem.
Starsza z córek Anchiza była iego żona,
Hippodamiia, w domu od swych ulubiona,
Wyższa nad rówiennice wszystkie przez swe wdzięki,
Przez rozum, i przedziwne prace biegłéy ręki.
Stad ią nayślachetnieyszy mąż w Troi poślubił.
Wtedy go Neptun, ręką wodza Krety, zgubił:
Członki mu, iakby w więzy uiął, wzrok zamroczył,
Nie ma siły, by uciekł, lub żeby odskoczył,
Stał, iak słup, albo drzewo, sobie nieprzytomny.
W piersi mu Jdomeney zadał cios ogromny.
Kirys, którym był tyle razy zasłoniony,
Dzisiay niedostateczny dla iego obrony:
Rozdziera się, chrapliwy dźwięk darciem wydaie;
Pada rycerz, a dzida do serca dostaie:
To drga, i wstrząsa dzidę, za każdem swem biciem;
Tak Alkat, rycerz Troi, rozłączył się z życiem.
Pyszny, że swym takiego męża zwalił ciosem,
Do Deifoba wielkim król zawołał głosem: