Strona:Iliada2.djvu/170

Ta strona została przepisana.


Lecz kiedy Paflagończyk drżący do swych śpieszył,        647
Meryon łuk natężył i z tyłu go przeszył.
Pod pęcherzem okrutna strzała mu utkwiła,
Upada na kolana, opuszcza go siła.
Towarzysze mu niosą ratunek daremny,
Rozciąga się na ziemi, iak robak nikczemny.
Noc nigdy nieprzespana zamyka mu oczy,
Krew nurtem płynne z rany, piasek pod nim broczy.
Ciało na wóz ślachetne Paflagony sadzą,
I gorzko nad nim ięcząc, do Troi prowadzą.
Idzie płaczący oyciec, a ta mu iedyna
Pociecha odmówiona, by się zemścił syna.[1]
Parysowi zgon iego raz nayczulszy zadał,
Bo w nim i przyiaciela, i gościa postradał.
Więc zemstą zapalony, krzywy łuk natęża,
Szukaiąc zabitemu na ofiarę męża.
Euchanora liczyły w sobie Greckie roty,
Korynt ogłaszał iego bogactwa i cnoty:
Choć znał swóy wyrok, w domu iednak nie osiedział
Polyd wieszcz, oyciec iego, często mu powiedział;
Źe mu, albo choroba ciężka życie skróci,
Albo go w polu oręż Troiański wywróci.
Z obu stron smutnym losem był zaięty cały;
Nie chciał gnić podle w łóżku, i umrzeć bez chwały.
Odebrał raz pod uchem: pada i umiera,
A noc wieczne ciemności nad nim rozpościera.

  1. Oyciec ten w powyższych wierszach nazwany Pilemen, iuż był zabity w xiędze V. Pani Dacier powiada, że mogło bydź dwóch tegoż imienia bohatyrów. Mimo to iednak tłumaczenie, zdaie się, iż Pope naylepiéy powiedział, że się Homer w tém mieyscu zapomniał.