Strona:Iliada2.djvu/173

Ta strona została przepisana.


Poniósłszy straszną klęskę wdłuż Achayskieh łodzi;        725
Gdy do wodza Polidam z tą radą przychodzi:
„Hektorze! nierad naszéy ty słuchasz przestrogi:
Że ci wyższe nad ludzi dały męztwo bogi,
Toś i w radzie, nad wszystkich wynosić się gotów?
Nigdy człek ieden wszystkich nie dostał przymiotów.
Ten z łaski bogów, w polu rycerz zawołany,
Ten grą, ten głosem słynie, ów lekkiemi tany;
Inszemu wielki nieba władca mądrość nada,
Zna piérwszy iéy szacunek, ten, co ią posiada,
Ona zbawia narody, zachowuie kraie.
Ja ci powiem, co mi się naylepszego zdaie.
Straszliwy pożar woyny zewsząd cię otoczył,
Lud nasz, iak złamał bramy, i mury przeskoczył,
Walczy mężnie, lecz iedni iuż się zmordowali,
A pozostałych liczbą samą Grek przywali.
Cofniy się, zwołay wodze; tam naprędce sobie
Poradzimy, co czynić trzeba nam w téy dobie.
Czyli ieszcze walecznie uderzym na nawy,
Jeżeli nam zwycięztwo chce dadź bóg łaskawy;
Czyli się też cofniemy, póki możem, cali,
Żeby nam za wczoraysze Grecy nie oddali:
Maią u naw rycerza, ten gniew swóy ukoi,
I na widok powszechnéy klęski się uzbroi.„
Podobała się dobra Hektorowi rada,
Zaraz z wozu bohatyr w świetnéy zbroi zsiada,