Strona:Iliada2.djvu/200

Ta strona została przepisana.


Cóżby o nas mówiono, gdyby z bogów który        335
Uyrzał nas, w téy zabawie, na wierzchołku góry,
I w niebie to rozgłosił? wstydem zlana cała,
Nigdybym do Olimpu wrócić się nie śmiała.
Jeśli twóy umysł żądzy oprzeć się nie może,
Jest w niebie pokóy skryty, iest małżeńskie łoże:
Tam przystoynie twa miłość będzie nasycona,
Kiedy tyle powabów ma dla ciebie żona.„
„Zaco cię myśl próżnemi boiaźniami trudzi,
Rzekł Jowisz, nikt nas z bogów, nikt nie uyrzy z ludzi.
Każę, a złota zaraz chmura nas otoczy,
Nie potrafią iéy przeyrzeć naybystrzeysze oczy;
Nawet słońce, przed którem nic się nie ukryie,
Zasłony téy promieńmi swemi nie przebiie.„
Skończył, i wraz boginią chwycił w ręce... leżą;
Ziemia pod niemi trawę podesłała świeżą,[1]
Szafran, iacynt, narzanek, zaiętych roskoszą,
Na miękkich głowach lekko nad ziemią unoszą.
Złoty obłok ich wkoło na tém łożu ściska,
Z niego rosa srebrnemi kroplami wytryska.
Tak uległ na Gargarze, na łonie swéy żony,
Jowisz i od miłości i snu zwyciężony.
Sen podbiwszy pod swoię moc władcę pioruna,
Z miłą wieścią czemprędzéy pobiegł do Neptuna,
I rzecze, donosząc mu o tém, co się stało:
„Teraz twoie Achiwy możesz wspierać śmiało,

  1. Żeby sobie podobać w tym uſtępie, maiącym tak przyiemny obraz, trzeba podług dawnéy Mitologii przypuścić, że bogowie częſto byli ludźmi. Platon, iak Filozof, mógł się obrażać tém zmyśleniem: lecz iak Poeta, szacować ie musiał.