Strona:Iliada2.djvu/201

Ta strona została przepisana.


Spi Jowisz: niech z téy pory korzystaią Greki,        361
Juno zwiodła miłością, iam zamknął powieki.„
Te chytre Neptunowi gdy odkrył zamiary,
Sen poszedł sypać swoie na ród ludzki dary.
Bóg morza się w zapędzie utrzymać nie zdołał,
Zaraz na przód wyskoczył, i głośno zawołał:
„Scierpicież Grecy, aby syn Pryama śmiały
Spalił flotę? i wieczney stąd dostąpił chwały?
Ta nadzieia pochlebna iemu serce łechce,
Że Pelid siedzi w nawie i woiować nie chce.
Lecz nie poczuiem, że on wyrzekł się oręża,[1]
Niech tylko rota rotę, mąż zapala męża.
Zróbcie tak, iak ia powiem: naypiérwsi rycerze
I naysilnieysi, weźmy naywiększe puklerze,
Na głowy nasze włóżmy naytęższe przyłbice,
A naydłuższemi dzidy uzbróymy prawice.
Pódźmy! ia wam przodkuię: choć się tak nadyma,
Wiem, że naszego Hektor natarcia nie wstrzyma.
Kto ma serce odważne, i bić się nie leni,
Niech mdłą tarczę z mniéy mężnym na puklerz zamieni.„
Tak rzekł: w momencie rozkaz iego wykonany,
Atryd, Jtak, Dyomed, mimo ciężkie rany,
Obiegaią zastępy, ustawiaią w szyki:
Nawzaiem odmieniaią zbroię woiowniki:
Silny mąż, silny; słaby, słabszy oręż bierze.[2]
A gdy tak uzbroili swe piersi rycerze,

  1. Jak chwalebna ieſt rzecz dla Achillesa, że z tak wielką pracą i usilnością przeświadczać trzeba woyiſko, iż bez niego obeyść się może.
  2. Zbroia wielka była razem ciężka, a zatém do dżwignienia iéy, trzeba było silnych rycerzy.