Strona:Iliada2.djvu/219

Ta strona została przepisana.


To rzekłszy, Juno siadła na swym złotym tronie.        101
We wszystkich nieśmiertelnych serce złością płonie:
Uśmiechnęła się, widząc gniewne bogów koło,
Lecz usty, nad brwią czarną zasępione czoło.[1]
„Jak szaleni jesteśmy, daléy smutna mówi,
Co my dokazać możem przeciw Jowiszowi?
Daremnie wszystkie nasze sposoby natężem,
Nie skłonimy go prośbą, siłą nie zwyciężem:
Spokoynie siedząc, naszéy urąga się radzie,
Pewny, że go moc wyżéy wszystkich bogów kładzie.
Pod srogiém iarzmem korne uchylaymy głowy,
Już Marsa iego wyrok dosięgnął surowy:
Askalaf syn, naymilszy ze wszystkiéy młodzieży,
I uznany od oyca, iuż bez życia leży.„
To słysząc Mars, rozpaczy oprzeć się nie zdoła,
Rzuca się, biie biodra, i krzycząc zawoła:
„Nieśmiertelni bogowie, dziś mi przebaczycie,
Że póydę mścić się syna, który stracił życie;
Póydę, ani mię piorun Jowisza zatrwoży,
Póydę, niech mię w posoce z trupami położy.„
Rzekł: Ucieczka i Postrach konie mu zaprząga,
Sam zaś zbroię straszliwą na ramiona wciąga:
Głupi, iego zuchwalstwem Jowisz rozgniewany,
Jeszczeby się był bardziéy rozjadł na niebiany,
Gdyby Pallas, troskliwa o los wszystkich bogów,
Spiesznym krokiem z niebieskich nie wybiegła progów,

  1. Juno nieubłagana ieſt w swoim gniewie. Na pozór zaleca bogom posłuszeństwo ku Jowiszowi, a wszyſtkich używa środków, aby ich przeciw niemu zbuntować.