Strona:Iliada2.djvu/226

Ta strona została przepisana.


Lecz gdy uyrzą Hektora, przeięci są trwogą,        283
I cała ich w tém siła, że uciekać mogą.
Piérwszy z Etolów Toas odezwał się w tłumie,
Toas dzidą i w boiu wstępnym walczyć umie:
A kiedy szło na radach o chwałę wymowy,
Mało kto mógł płynnemi wyrównać mu słowy.
„O bogi! krzyknął, iakież cudo wzrok móy biie,
Hektor wydarł się śmierci! Hektor ieszcze żyie!
Gdy nas wszystkich pochlebne cieszyło mniemanie,
Że z pod razu Aiaxa iuż więcéy nie wstanie.
Jakiś go bóg przychylny zachował od Parki,
Ożył ten nieprzyiaciel na Achiwów karki:
O! nie bez woli bogów on staie tak śmiele,
I Troiańskim przywodzi zastępom na czele.
Pódźcie za moiém zdaniem, ieśli wasze zyska:
Niech się mnóstwo na flotę cofnie z boiowiska:
My zaś, między piérwszemi znani woiowniki,
Pęd Hektora długiemi zatrzymaymy piki.
Na ten rząd, iakożkolwiek iego silne ramie,
Nie będzie on śmiał natrzeć: choć natrze, nie złamie.„
Czynią tak: dwa Aiaxy, Jdomeney siwy,
Meryon, Teucer, Meges, iak Mars, zapalczywy,
Z Achayskich bohatyrów skupionym wyborem,
Niełatwym do złamania stawaią odporem:
Ich gęsty rzęd, przstepu Hektorowi broni,
A tymczasem się mnóstwo na okręty chroni.