Strona:Iliada2.djvu/231

Ta strona została przepisana.


Po wszystkich stronach walka uparta się szerzy:        413
Hektor z okrytym chwałą Aiaxem się mierzy,
Przy iednéy walczą nawie, ni Hektor iéy spalić,
Ni Aiax od niéy może Hektora oddalić.
Już Kaletor niósł ogień, twóy śmiały syn, Klity,
Lecz w piersi został dzidą Aiaxa przeszyty:
Leci na ziemię, głownia z ręki mu wypada.
Patrząc na śmierć krewnego, Hektor się rozjadą,
I wielkim głosem woła na Troiańskie szyki;
„Troianie i Dardany i waleczne Liki,
Nie ustępuycie z mieysca, walczcie w téy ciaśninie,
I nie daycie wziąć zbroi, po Klitego synie.„
Skończył, i długą dzidę w Aiaxa wymierzył,
Chybił go, Likofrona mężnego uderzył:
Przymuszony z Cytery uciec dla zaboiu,
Aiaxowi w rycerskim towarzyszył znoiu:
Przy boku przyiaciela stał bohatyr dzielny;
Przy nim walczył, gdy w głowę dostał raz śmiertelny:
Bez duszy z wyniesioney nawy na łeb zlata.
Aiax, przeięty żalem, tak mówi do brata:
„Teukrze! iakie nas teraz czekaią tęsknice,
Syn Mastora, kochany od nas, iak rodzice,
Którego w domu naszym żaden wzgląd nie minał,
Zaiadłego Hektora srogim ciosem zginął.
Gdzie twe strzały, niosące śmierć, bóle i ięki?
Gdzie iest łuk, otrzymany z Apollina ręki?„