Strona:Iliada2.djvu/259

Ta strona została przepisana.


I takieście wodzowi czynili wyrzuty:        205
Achillu! żółcią karmion, lub ze skały kuty,
Za co w téy nieczynnosci nasze trzymasz ramie?
Jeżeli iuż nic gniewu twoiego nie złamie,
Nie lepiéyż iśdź do domu, niż gnaśnieć szkaradnie?
Teście mi słowa nieraz mówili gromadnie.
Meże! oto dzień boiu, tak od was żądany,
Idźcież więc! i uderzcie śmiało na Troiany.„
Tém słowem dodał wszystkim do boiu ochoty,
Po głosie wodza bardziéy skupiły się roty.
A iak ściśle budownik spaia ściany w murze,
Dom stawiąc, mocen wiatry wytrzymać i burze;
Tak ściśle się skupili mężni woiownicy,
Puklerz tyka puklerza, przyłbica przyłbicy,
Przy kicie pływa kita, zbroia bliska zbroi,
Mąż przy mężu, i dzielne woysko iak mur stoi.
Na czele bohatyrów, zapalonych srodze,
Patrokl i Automedon dwa stawaią wodze:
Jedna w obudwu śmiałość, iedna w obu dusza,
Za niemi wybór woyska Mirmidonów rusza.
Pelid wszedł do namiotu i od matki daną,
Otworzył skrzynię, drogim sprzętem ładowaną.
Tam się w darach dla syna wylało iéy serce,
Były kosztowne szaty, płaszcze i kobierce:
Tam i kształtnie ze złota rznięta była czasza:
Sam tylko z niéy Achilles pragnienie ugasza,