Strona:Iliada2.djvu/264

Ta strona została przepisana.


W tłumie uplątanego, wśród klęski i trwogi,        335
Kleobula wziął żywcem Aiax prędkonogi,
I zaraz mu utopii w szyi miecz szeroki.
Kurzy się miecz od ciepléy oblany posoki,
A oczy iego wiecznym zamknęły się zgonem.
Peneley się z odważnym potyka Likonem,
I zabóyczą wzaiemnie chybiwszy się dzidą,
Nie przestaiąc spotkania, na pałasze idą.
Likon w szyszak uderza, ten smutnie szeleści,
Lecz mu się przyłamuie miecz przy rękoieści.
Zręcznieysze Peneleia cięcie na Likonie,
W szyi, poniżéy ucha, cały pałasz tonie.
Na skórze wisząc głowa, upada na barki,
A trup na ziemi srogie odrętwiaią Parki.
Akamas na wóz wskoczył, i śmierci się chronił,
Ale go w szybkim pędzie Meryon dogonił,
I w ramie pchnął oszczepem : rycerz z wozu spada,
A na oczach ciemności rozciąga noc blada.
Wódz Krety Erymanta dzidą sięgnął gęby,
Przebił się grot do mózgu, kość złamał, stłukł zęby,
Czerwoną mu posoką całe zaszły oczy,
Obfita się krew nozdrzą i ustami toczy:
Jego zaraz czarnemi cieńmi śmierć powlekła.
Tak z wodzów każdy posłał ofiarę do piekła.
Jak wilcy z kóz, lub owiec, swą zdobycz unoszą,
Gdy się, stróża niedbalstwem, po górach rozproszą,