Strona:Iliada2.djvu/300

Ta strona została przepisana.


Zaraz za Menelaiem wysunął się z kupy.        127
Już wtedy Hektor świetne zdarł z Patrokla łupy.
Ciągnął go, chcąc znieważyć sposobem niegodnym,
Odciąć głowę, na pastwę ciało dać psom głodnym:
Gdy Aiax z równym wieży puklerzem przypada.
Kryie się w tłumie Hektor, szybko na wóz wsiada,
Zlecaiąc swoim, żeby pyszny łup téy zbroi,
Pamiątkę iego chwały, zanieśli do Troi.
Aiax zasłania drogie swym puklerzem zwłoki.
Jak lwica, młodych dzieci wspieraiąca kroki,
Gdy ią w lesie myśliwców tłum nagle obskoczy,
Gniewna, na wszystkie strony wzrok zaiadły toczy,
Brew ściągniona zrzenice zasłania iéy prawie;
W tak strasznéy Aiax trupa obchodził postawie:
Miał przy sobie mężnego obok Menelaia,
Którego każda chwila boleści podwaia.
Wtedy Glauk, co na czele dzielnych Lików staie,
Ostrym nań patrząc wzrokiem, Hektora tak łaie,
„Hektorze! kiedyś łatwo do ucieczki skory,
Jak sobie śmiesz rycerskie przywłaszczać honory?
Zważ, czy twoię oyczyznę zachowasz od zgonu,
Z ludźmi urodzonemi w murach Jlionu:
Kto z Lików dla was będzie stawił życie swoie?
I cożeśmy zyskali za tak długie boie!
Jaka będzie dla niższych rycerzy obrona,
Gdyś pozwolił wziąć Grekom ciało Sarpedona,