Strona:Iliada2.djvu/309

Ta strona została przepisana.


Lecz próżno, bo obrońcy Patrokla niezwłocznie,        361
Jak mur ścisnęli tarcze, wyciągnęli włócznie.
Aiax wszystkich obchodzi, w każdym męztwo wznieca,
Ni cofać się, ni na przód wybiegać, zaleca,
Ale każe przy trupie krążyć na około,
I przeciwko Troianom śmiałe stawić czoło.
Tak ogromney postaci mąż ich upomina,
Purpurową krwią cała oblana równina,
Jedni na stosie drugich padaią młodzieńce,
I Grecy i Troianie, i ich sprzymierzeńce:
Lecz Greków mnieysza strata, bo swoim zwyczaiem,
Umieli sobie w boiu bydź wsparciem nawzaiem.
Jako pożar zaiadły, trwała bitwa wściekła,
Noc ponure ciemności nad polem rozwlekła:
Tak nią byli zmroczeni Patrokla obrońce,
Jak gdyby zagasł xiężyc, albo znikło słońce.
Gdzieindziéy bóy wolnieyszy pod niebem pogodném,
Słońce na ziemię okiem patrzaiąc łagodném,
Rozlewało po niwach swe świetne promienie,
Ni z gór, ni z dolin, żadne nie wzrastały cienie;
A że walczyli zwolna, groty szły odległe,
Chroniły się ich męże, w sztuce Marsa biegłe:
Tu cierpią, mgłą i śmiercią otoczeni razem,
Tu naymocnieysi giną, pod zgubném żelazem.
Trazymed i Antyloch, w inney walcząc stronie,
Nic ieszcze nie wiedzieli o Patrokla zgonie,