Strona:Iliada2.djvu/369

Ta strona została przepisana.


 
Co silną ręką ludy sąsiedzkie podbiie,        101
I z moiéy krwi wodzowie schylą przed nim szyie.
O chytrey sztuce myśląc Olimpu królowa,
Rzekła: nie będą miały skutku twoie słowa.
Przysiąż mężu, co wszystkiém rządzisz samowładnie,
Że dziecię, które dzisiay z łona matki padnie,
Zwycięzką ręką ludy sąsiedzkie podbiie,
I z twoiéy krwi wodzowie schylą przed niém szyie.
Nie domyślił się Jowisz skrytego fortelu,
I zaprzysiągł przysięgę, źródło zgryzot wielu.
Juno zaraz Olimpu górne rzuca kraie,
I bystrym lotem w Argach niezadługo staie,
Gdzie małżonka Stenela, co go Persey rodzi,
Z pożadaném brzemieniem w siódmy miesiąc wchodzi:
Choć czasu nie spełniło, wyyście mu przyśpiesza,
Alkmeny płód wstrzymuie, i bole zawiesza.
Panie, mówi, wróciwszy w Olimp gwiazdolity:
Już widzi światło słońca ten mąż znakomity,
Co ma panować Argów przemożnéy krainie,
Erystey, godzien berła, w nim twoia krew płynie.
Zabolał na to Jowisz, strasznym gniewem spłonął,
I zemstę swoię zaraz na Jędzę wyzionął:
Pochwycił ią za włosy, przysiągł w pośród bogów,
Że więcéy nieba świetnych nie obaczy progów.
A zakręciwszy w ręku, cisnął ią na ziemię:
Tam ona swém zaraża tchnieniem ludzkie plemię: