Strona:Iliada2.djvu/373

Ta strona została przepisana.


Wieczorem stół zastawim, weźmiem w ręce czasze:        205
Słodka uczta! gdy zmyiem we krwi krzywdy nasze.
Teraz możeż smakować biesiada wesoła,
Gdy zabity przyiaciel móy o zemstę woła?
Gdy towarzysze łzami kropią iego zwłoki?
Nie łaknę, tylko rzezi, ięków i posoki.„
Jemu ieszcze Ulisses mądry odpowiada:
„Achillu! w którym zaszczyt lud Grecki posiada,
W polu, gdzie twoia włócznia gęste trupy kładzie,
Dam ci piérwszość, ty piérwsze day mi mieysce w radzie.
Wyższym od ciebie laty i dluższem poznaniem:
Pozwól, abym twóy zapał miarkował mém zdaniem:
Wnet srogiéy Marsa rzezi człowiek się nasyci,
Chociaż walcza rycerze, biią i są bici.
Niewielkie widzą żniwo od razów swéy broni,
Jak Jowisz, zwycięztw dawca, szalę bitwy skłoni.
Czyż Grecy czcić powinni pamięć zmarłych postem?
Codziennie śmierć rycerzów obala pomostem:
I kiedyżbyśmy wreście łzy z oczu otarli?
Oddaymy cześć pogrzebną tym, którzy umarli:
Ale się nam potrzeba stałością uzbroić.
Przez dzień płakać, a potem ięk smutny ukoić.[1]
Więc, którzyśmy po srogim pozostali boiu,
Nie oszczędzaymy sobie iadła i napoiu,
Abyśmy twardą miedzią cali uzbroieni,
Bez przerwy bóy stoczyli na krwawey przestrzeni.

  1. Cyceron to mieysce przełożył.

     
    Namque nimis multos atque omni luce carentes
    Cernimus, ut nemo possit mærore vacare:
    Quo magis estæquum tumulis mandare peremptos
    Firmo animo et luctum lacrymis finire diurnis.

    Cic: Tusc: Qu I. 3.