Strona:Iliada3.djvu/114

Ta strona została przepisana.


Tam staray się przybliżyć i twóy wóz i konie,        335
I sam pomniy ku lewéy nachylić się stronie:
Konia prawego głosem zachęcay i biczem.
Puszczay mu wolne wodze, nie hamuy go w niczém;
Lewego zbliż do mety, ile tylko zdoła,
Tak, byś ią prawie otarł osią twego koła:
Lecz nie uderz, i w smutek śmiałości nie zamień:
Złamałbyś wóz, lub konie skaléczył o kamień.
Drugim śmiech, a ty ciężkim wstydembyś się zalał:
Bądź więc, synu, ostrożny, ażebyś ocalał.
A kiedy iuż okrążysz metę, iak należy,
Żaden cię nie doścignie, żaden nie ubieży.
Niechay Adrasta koniem Aryonem iedzie,
Który od nieśmiertelnych swóy początek wiedzie;
Niechay boskie rumaki ma Laomedona,
I tak ciebie zwycięzkim biegiem nie pokona.„
Takowa była oyca troskliwego rada.
Skończywszy ią, odchodzi, na mieyscu usiada.
Meryon piąty sprzęga konie świetnogrzywe.
Rzucili w szyszak znaki, ieźdzce chwały chciwe,
Sami wsiedli: wstrząsł Pelid: los mieysca rozdziela,
Piérwsze dla Antylocha, drugie dla Eumela,
Trzecie Menelay, czwarte Meryon dostaie,
Mężnemu Tydydowi ostatnie los daie.
Już gotowi, porządkiem wszyscy ustawieni:
Achilles metę zdala skazał na przestrzeni.