Strona:Iliada3.djvu/120

Ta strona została przepisana.


„Przestańcie tego swaru, przyiaciele moi:        491
Ta kłótnia na obudwu wcale nie przystoi,
Nie znieślibyście w drugich tak niesfornych krzyków.
Patrzcie zatém spokoynie na bieg zawodników.
Co teraz iest wątpliwe, wkrótce iawne będzie:
W tak bystrym oni walczą o zwycięztwo pędzie,
Iż przed naszém obliczem staną w czas niedługi,
Wtedy wszyscy uyrzycie, kto piérwszy, kto drugi.„
Tak mówią: iuż Dyomed ich wzroku nie mylił,
Zbliżył się, z biczem w ręku na razy się schylił,
Konie w górę wartkiemi wznosząc się kopyty,
Leciały, ieździec piasku tumanem okryty:
Toczy się wóz błyszczący i miedzią i złotem,
A koła tak się lekkim kręciły obrotem,
Że ślad kolei w piasku widzieć się nie daie,
Niedługo za szrankami konie i wóz staie:
Te gęsty dech oddaią w biegu zadyszałe,
Zlana ich głowa potem, zlane piersi całe.
Skacze z wozu Dyomed, bicz na iarzmie zwiesza,
A Stenel po nagrodę czémprędzéy pośpiesza,
Zaleca wziąć dziewicę, i naczynie drogie,[1]
Sam zaś wyprzęga z wozu konie wiatronogie.
Za nim Anlyloch dąży czémprędzéy do staia,
Podstępem, nie szybkością ubiegł Menelaia:
Jednakże iuż Menelay prawie na nim siedział.
Jak rumaka od koła szczupły dzieli przedział,

  1. Dyomed kościół Delficki zbogacił tym tróynogiem. Wiadomość o tém doszła z napisu, którego brzmienie iest następuiące. „Ten tróynóg miedziany, poświęcony Apollinowi: Achilles mnie użył za nagrodę na pogrzebie Patrokla, Dyomed mię zyskał, zostawszy zwycięzcą w biegu wozów, na brzegach Helespontu.„