Strona:Iliada3.djvu/128

Ta strona została przepisana.


Tak się Euryal, wziąwszy raz ogromny, wzdrygną,        699
Skoczył, i padł: zwycięzca Epey go podźwignął.
Zaraz i w przyiaciołach miał pomoc gotową,
Wlecze nogi, krwią pluie, słabą chwieie głową.
Puhar, osłodę klęski, wziął ieden z młodzieży,
On na stronie, bez ruchu, nieprzytomny leży.
Jużci nowe nagrody Greków serca łechcą,
Dla tych, co w trudną walkę zapasu póyśdź zechcą:
Tróynóg dostanie szermierz naypiérwszy w tym boiu,
Dwunastu wołów ceny; a w nagrodę znoiu,
Dziewicę, wartą cztéry woły, kto ulegnie.[1]
To wystawiwszy, takiém słowem ich podżegnie:
„Wstańcie, kto z was w téy walce pięknéy żąda sławy.„
Wstał Aiax Telamoński olbrzymiéy postawy:
Wstał podstępny Ulisses: zwłoki żadney nie ma,
Przepasani, rękami chwycą się obiema:
Tak dwu balów budownik łączy w górze czoła,
Że domu naymocnieyszy ruszyć szturm nie zdoła:
Od wytężonych dłoni, obu trzeszczą boki,
Pot im z członków słonemi leie się potoki,
Jeden drugiego mocno w silnych rękach trzyma,
W czerwonych dęgach ciało na grzbiecie się wzdyma,
A oni coraz bardziéy swe siły wzmagali,
Tak ich tróynóg i piękney sławy żądza pali.
Aiax Ulissa nie mógł swoią złamać mocą,
Nie mógł Uliss Aiaxa: gdy się długo pocą,

  1. Pani Dacier, mimo swego entuzyazmu dla Homera, gniewa się bardzo, że wiecéy tróynóg, niżeli kobietę oszacował: Lubo sama się zgadza, że wtedy o niewolnice nie było trudno, a dzieła sztuki rzadkiemi były.