Strona:Iliada3.djvu/129

Ta strona została przepisana.


Tęsknotę iuż czyniła walka uporczywa:        725
Wtém się do przeciwnika Aiax tak odzywa:
„Dźwigniy mię, lub ia ciebie dźwignę Ulissesie,
Komu da Jowisz, niech ten zwycięztwo odniesie.„
Rzekł, i dźwignął: lecz sobie Ulisses przytomny,
Uderzył pod kolana, padł Aiax ogromny,
Padł na wznak, a Ulisses piersi mu przytłoczył.
Zdumiał się lud, gdy widok niespodziany zoczył.
Wstali: dźwigał Ulisses siłami wszystkiemi,
Lecz nie podniósł Aiaxa, ledwie ruszył z ziemi,
A wtém się mu kolana zgięły w ciężkiéy próbie,
Upadł: obadwa legli na piasku przy sobie.
Już po trzeci raz ieden drugiego się imał;
Kiedy powstał Achilles, i walkę zatrzymał.
„Przestańcie! dłużéy waszych sił wycieńczać szkoda:
Równe obu zwycięztwo, i równa nagroda.
Niech drudzy walczą Grecy o nowe zapłaty.„
Usłuchali, proch wstrzęśli, i odziali szaty.
Dla biegu stawia dary przed Greków oczyma:
Stoi ze srebra czasza, która sześć miar trzyma:
Trudno na całéy ziemi o równe naczynie,
Sydońskiego dowcipu w niém robota słynie:
Przypłynąwszy do portu, wsławieni żeglarze,
Fenicy, Toasowi zanieśli ią w darze.
Euney, by Likaona z więzów oswobodził,
Tą czaszą walecznego Patrokla nagrodził,