Strona:Iliada3.djvu/147

Ta strona została przepisana.


ILIADA.
XIĘGA XXIV.

Zakończone igrzyska, rozchodzę się ludy,
Po wieczerzy, w spoczynku dzienne topiąc trudy.
Sam Pelid, w łzach ustawnych, swe bole natęża,
I sen, co wszystkie rzeczy żyiące zwycięża,
Nie chwycił go: daremnie rzucił się na łoże,
Patrokla cnoty, męztwa, zapomnieć nie może:
Rozważa z nim dzielone wyprawy waleczne,
Spólne prace, przebyte morza niebezpieczne;[1]
To gdy rozpamiętywa, obfite łzy toczy,
Już bokiem, grzbietem pościel, iuż piersiami tłoczy.
To nagle się porywa, błędnym chodzi krokiem
Nad brzegiem, aż Jutrzenka piękném spoyrzy okiem:
Znowu zaprzęga bystre konie, i powrozem
Uwiązawszy trup nagi Hektora za wozem,
Zaiadły! trzykroć włóczy przy Patrokla grobie:[2]
Sam wraca do namiotu, aby spoczął sobie,
A trup rzuca na piasku smutnie rozciągnięty.
Lecz nad zmarłym Hektorem Feb litością tknięty,
Zelżone iego zwłoki od zepsucia bronił.
On bohatyra złotym puklerzem zasłonił,
Żeby nie był rozdarty, gdy go konie wlekły.
Tak Pelid nad Hektorem pastwił się zaciekły.

  1. Widzieliśmy w xiędze IX., że Achilles dzieła bohatyrów opiewał. Tu sobie przypomina prace z Patroklem podeymowane. Jest on wielkim w saméy boleści, i charakter iego zupełnie utrzymany.
  2. Zemsta, gniew, uczucie krzywdy, mówi Marmontel, są w naturze ludzi tkliwych, i przez dobroć charakteru skłonnych do cnoty. Ta czułość i dobroć nawet iest początkiem i karmią tych namiętności: co Homer przedziwnie w swoim Achillesie wystawił. Zaiadłość, z którą mści się śmierci swego przyiaciela, nie czyni go nienawistnym; ponieważ wynika z przyiaźni; a zbytek nawet w cnotliwém uczuciu, uymuie serca.