Strona:Iliada3.djvu/150

Ta strona została przepisana.


Lecz Hektora unosić skrycie nie należy,        75
Wnetby się rycerz o téy dowiedział kradzieży:
Jest przy nim zawsze matka, ta mu prawdę powie.
Niechay Tetydę wezwie który z was bogowie:
Powiem iéy, co w méy radzie naylepszém się zdało,
By Pelid przyiął dary, oycu wydał ciało.„
Rzekł: a Jrys, co wiatrom wyrówna skrzydlatym,
Spieszy, i między Samem, Jmbrem chropowatym,
W czarne morza otchłanie z wielka mocą padnie:
Jękła woda, a ona tak się grąży na dnie,
Jako ołów do rogu wolego przypięty,[1]
Niosący głodnym rybom zwodnicze ponęty.
Tetys w jakini swoiéy ukryciu głębokiém,
Wpośród bogiń płakała nad syna wyrokiem,
Że go pod Troią wkrótce weźmie Parka sroga.
Do niey się przybliżywszy Jrys wiatronoga:
„Wstań, mówi, i czémprędzéy pośpieszay, bo ciebie
Jowisz, sprawca rad wiecznych, oglądać chce w niebie.„
„Za co mię pan naywyższy wzywa do swych progów?
Nie śmiem się pokazywać w zgromadzeniu bogów:
Jak tam chodzić, gdy serce ból okrutny ściska?
Póydę iednak, gdy każe: co chce, to pozyska.„
Wzięła czarną zasłonę bogini ozdobna,
Wszystkie przechodzi kiry iéy czarność żałobna:
Idą, Jrys poprzedza; a kiedy stąpały,
Morze przed niemi srebrne rozdzielało wały.

  1. Ten róg zasłaniał sznurek, że go ryby przegryźć nie mogły.