Strona:Iliada3.djvu/154

Ta strona została przepisana.


Sam iedź, nie bierz nikogo: dość, że woźny wsiędzie,        179
Który do miasta z ciałem wóz prowadzić będzie.
Nie obawiay się śmierci, nie poddaway trwodze,
Merkurego ci pośle przewodnikiem w drodze.
Staniesz cały w namiocie: skoro cię waleczny
Pelid uyrzy, od obelg wszelkicheś bezpieczny.
Uczci, i przeciw drugim obrońcą się stanie,
Bo niepłochy, zna ludzkość, ma roztropne zdanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie.„
Odchodzi bystra Jrys, i ledwo się mignie.
Pryam myśląc czémprędzéy iechać do obozu,
Każe zaprzęgać muły, nieść skrzynią do wozu:
Sam zaś do wonnéy z cedru zrobionéy komnaty
Idzie, gdzie były iego skarby, sprzęty, szaty,
I tam do siebie starą Hekubę przyzywa:
„Posłuchay, co ci powiem, żono nieszczęśliwa:
Posłanka mię wielkiego boga upomina,
Abym z okupem śpieszył po naszego syna,
I darami złagodził Achilla zacięcie:
Powiedz, iak ci się zdaie takie przedsięwzięcie.
Mnie móy umysł i serce taiemnie podwodzi,
Udać się, bez wahania, do Achayskich łodzi.„
Krzyknęła na te słowa Hekuba struchlała:
„Gdzież się więc, mężu, twoia roztropność podziała,
Którą obcy i swoi zwykli byli sławić?
Jak ty się sam do floty Greckiéy śmiész wyprawić,