Strona:Iliada3.djvu/156

Ta strona została przepisana.


Niechby zaraz Achilles miecz we mnie utopił,        231
Bylem uściskał syna, i łzą moią skropił.„
Od wielkiéy skrzyni wieków uchylił srebrzystych,
Wziął szub dwanaście, tyleż zasłon przeźroczystych,
Tyleż, płaszczów ozdobnych, dar bardzo bogaty.
W téyże liczbie kobierce i prześliczne szaty,
Dziesięć talentów złota ściśle odważone,
Dwa troynogi, a cztery naczynia złocone,
I od ślachetnych Traków dany mu w ofierze,
Gdy byl u nich w poselstwie, pyszny puhar bierze:
Drogi sprzęt, lecz i tego nie oszczędzil stary,
Bo chciał syna odkupić przez naywiększe dary.
A bolem rozjątrzony, swoie narzekania
Na Troian zwraca, łaie, z przysionku odgania.
„Zli ludzie! czy was własna strata nic nie boli!
Czemuż przyszliście zwiększać srogość moiéy doli?
Nie znacie klęski, którą Jowisz mię uderza,
Żem z synów naywiększego utracił rycerza!
Ale ią wam da uczuć moment niedaleki,
Łatwo, po iego zgonie, zwyciężą was Greki!
Ja, nim Troia się zmieni w gruzy, w opaliska,
Prędzéy odwiedzę czarne Plutona siedliska.„
To mówiąc, z berłem pędził: mnóstwo precz odchodzi.
Potém na syny starzec swe żale rozwodzi:
Deifoba, Pammona, Agatona łaie,
Na Polita, Parysa, Helena powstaie,