Strona:Iliada3.djvu/167

Ta strona została przepisana.


Pofolgowawszy sercu łzami obfitemi,        517
Wstał, i podaiąc rękę, podniósł starca z ziemi:
Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,
Nakoniec się do niego w tych słowach odzywa:
O nieszczęśliwy starcze, coś ty nędzy zażył!
Jakżeś się sam przez obóz Grecki przeyśdź odważył?
Ażebyś przed obliczem rycerza się stawił,
Którym cię tylu synów walecznych pozbawił?
Gdyś to zrobił, z żelaza kute serce w tobie.
Lecz siądź, uspokoymy się obadwa w żałobie:
Na co się mamy dręczyć! próżne nasze smutki,
Żadne z nich dobre dla nas nie wynikną skutki.[1]
Smutek dostali ludzie od bogów podziałem,
Oni się tylko cieszą szczęściem doskonałém.
Dwoiste pod Jowisza tronem iest naczynie,
Z jednego złe, z drugiego dobre dla nas płynie.
Czyie losy z obudwu naczyń Jowisz miesza,
Tego naprzemian smuci, naprzemian pociesza.
Komu ze złego czerpa, ten skazan na nędzę,
W ohydzie, wzgardzie, smutną ciągnie życia przędzę,
Błąka się, pod ciężarem zgryzoty się trudzi,
Równie znienawidzony od bogów i ludzi.
Dla Peleia bogowie szczodrzy od początku,
Zdziwiał wszystkich skarbami, wielkością maiątku,
I przemożném się berłem nad Ftyoty chlubił,
Choć śmiertelny, boginią za żonę poślubił.

  1. Achilles ciesząc Pryama, i nieiako dzieląc iego boleść, prawie zagładza pamięć barbarzyństwa swego nad Hektorem.