Strona:Iliada3.djvu/169

Ta strona została przepisana.


Matka, co na morskiego starca łonie wzrosła,        569
Tetys mi od Jowisza ten rozkaz przyniosła.
Ale widzę, Pryamie, i nic mię nie zwodzi,
Że cię z bogów kto przywiódł do Achayskich łodzi.
W sile wieku tu człowiek weyśdź się nie odważy,
Aniby mógł oszukać oka czuynéy straży:
Ani namiotu mego wrzeciądza odchylić.
Nie wzbudzay we mnie gniewu, przestań mi się kwilić,
Żebym cię stąd nie wypchnął; tak, winny dwa razy,
Zgwałciłbym ludzkość, złamal Jowisza rozkazy.„
Drżący król woli iego poddać się nie zwłóczył,
Z prędkością lwa, z namiotu Achilles wyskoczył,
Lecz nie sam: Automedon, Alcym za nim śpieszy,
Ich przyiaźnią po stracie Patrokla się cieszy.
Konie i muły z jarzma wyprzągłszy, prowadzą
Woźnego do namiotu, i na krześle sadzą:
A z wozu ładownego biorąc sprzęt bogaty,
Przeznaczony dla ciała Hektora opłaty,
Dwa zostawuią płaszcze na iego pokrycie,
I szatę, którą zdobi prześliczne wyszycie.
Brankom ciało myć kazał i maścić na boku,
Chcąc oycu bolesnego oszczędzić widoku;
Mógłby ięczyć, w nim wzbudzić gniew przez swoie żale,
I zabiłby go, z wzgardą boga, w tym zapale.
Miękka dłoń dziewic myie ciało i namaszcza,
Okrywa piękną szatą i obwodem płaszcza: