Strona:Iliada3.djvu/171

Ta strona została przepisana.

Choć tak srodze bolała, że w Sypil pustyni,        621
Gdzie mieszkaiące Nimfy, każda w swéy iaskini,
Na brzegach Acheloiu lekkim tańczą skokiem;
Zmieniona, w skałę, ieszcze łzy leie potokiem;
My, zacny starcze, ból nasz zwyciężmy nareście:
Napłaczesz się dość syna, gdy iuż będzie w mieście,
Tam niech nic nie tamuie biegu łzom rzęsistym.„
Wstaie prędko, i owcę rżnie z runem srebrzystym,
Odarli towarzysze, na sztuki posiekli,
I przyprawiwszy mięso, na rożnach upiekli.
Kładą na stół: chleb, który w pięknych koszach mieli,
Automedon rozdaie, Pelid mięso dzieli.
Przygotowana uczta do smaku przypadła.
A kiedy iuż dość mieli napoiu i iadła,
Stary Pryam nie spuszczał z Achillesa oka,
Dziwi go kształt nadludzki i postać wysoka:
Żądza poznania starca w Achillu taż sama,
Zadziwia go powaga i mądrość Pryama.
W zadumieniu wzaiemném przepędzili chwilę,[1]
„Pozwól, piérwszy rzekł Pryam, niech się snem zasilę.
Odtąd, iak zginął Hektor z tobą w poiedynku,
Nie tylko nie użyłem żadnego spoczynku,
Alem, na ziemi leżąc, w popiele się taczał,
Łzy lał bez przerwy, ięczał, wzdychał i rozpaczał:
U ciebie wziąłem Bacha i Cerery dary,
Dotąd nie iadlem, do ust nie przytknąłem czary.„

  1. Ta scena niema między dwoma osobami, tak dopiero sobie nienawistnemi, a teraz z wzaiemném na siebie patrzącemi zadziwieniem, iest bardzo interessuiąca.