Strona:Iwan Turgieniew-Pierwsza miłość.djvu/24

Ta strona została uwierzytelniona.

— Dumna lalka, — wyraziła się o niéj nazajutrz, — pyszni się, jakby miała czém naprawdę — „avec sa mine de grisette!“
— Zdaje się, żeś nigdy nie widziała gryzetki, — zauważył ojciec.
— Dzięki Bogu.
— Tak, dzięki Bogu... lecz zkądże możesz o nich sądzić?
Na mnie Zeneida nie zwracała żadnéj uwagi.
Po obiedzie księżna pożegnała nas wkrótce.
— Polecam się łaskawym względom i protekcyi, Maryo Mikołajówno i Piotrze Andrzejowiczu, — mówiła, zwracając się kolejno do matki i ojca. — Cóż robić! Było kiedyś inaczéj, a dzisiaj — ot pani jaśnie oświecona! — zaśmiała się głośno i nieprzyjemnie. — Co po tytule, gdy pustki w szkatule, wielka mi cześć, gdy niéma co jeść!
Ojciec ukłonił się z uszanowaniem i odprowadził ją do drzwi. Ja stałem w przedpokoju w swojéj krótkiéj kurtce, patrząc w ziemię, jak skazany na śmierć. Obejście ze mną Zeneidy dobiło mię ostatecznie, lecz jakież było moje zadziwienie, kiedy przechodząc, szepnęła prędko i cicho, spojrzawszy dawnym uśmiechniętym i łagodnym wzrokiem:
— Przyjdź pan do nas o 8-éj, koniecznie, koniecznie...
Poruszyłem rękoma, ale już zniknęła, zarzuciwszy białą koronkę na głowę.




ROZDZIAŁ VII.

Punkt o 8-éj w tużurku, z podczesanym czubem, wchodziłem do przedpokoju nizkiéj oficynki. Stary Bonifacy spojrzał na mnie ponuro i niechętnie podniósł się z ławki. Z sali dochodziły