Strona:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu/16

Ta strona została przepisana.
– 14 –

niowo zbywał ciężaru i stawał się znów lekki, jak poprzednio. Judaszowi zdało się, że po ciele coś mu przepływa, wżerając się pod skórę i przenikając do szpiku kości. Ból począł mu doskwierać dotkliwy, jakby ogień go palił we wnętrzu. Ogarnął go jakiś szał, jakby do krwi dostała mu się trucizna. Cisnął sakwę o ziemię, a sam puścił się pędem ku miastu.
Przebiegłszy bramę, rzucił się w pierwszą ulicę. Przechodnie, snujący się jeszcze tu i owdzie, spoglądali nań w osłupieniu, jak na obłąkanego. Za mieszkaniem Zacheuszowem natknął się na Mistrza idącego samotnie: uczniów swoich wysłał bowiem naprzód, by upatrzyli mu wieczernik.
Widząc Judasza tak dziwnie zmienionego, zatrzymał go ruchem ręki, pytając:
– Synu! dokąd biegniesz i czemu twarz twoja pełna jest boleści?
I spojrzał nań tak łagodnie, iż w okamgnieniu uleczył całą mękę ucznia swojego, Ów zatrzymał się.
– Judaszu! – pytał w dalszym ciągu Nauczyciel – gdzież to masz sakwę, w której przechowywałeś mienie nasze? Albowiem trzeba będzie uiścić zapłatę gospodarzowi za wieczerzę i nocleg.