Strona:Józef Birkenmajer - Wróżka państwa Andrzejów.djvu/38

Ta strona została uwierzytelniona.
—   36   —

nania doszedł i pan Andrzej, choć przekonanie to nieco przekształcił: wróżka istniała bowiem jeszcze dawniej, nim urodziła się Zosia, ba jeszcze zanim urodził się pan Andrzej. Dawno już ją wyśpiewali w baśniach poeci, dawno jej już ludzie błogosławili... Wszak dawno, dawno nadano jej miano: Miłości...
Ale Zosia, ukochana najlepsza córeczka, była w życiu państwa Andrzejów najpiękniejszem, najczarowniejszem Miłości tej wcieleniem...
Doprawdy mądry chłopak ten Staś — będzie z niego wielki człowiek! niechno tylko zda maturę!...


VI.

W roku, gdy Staś zdawał maturę, wypadały złote gody państwa Andrzejów; upłynęło pięćdziesiąt lat od chwili ich ślubu... Nie wszyscy pamiętali te odległe czasy, ale wszyscy znajomi, starzy i młodzi spieszyli do staruszków z powinszowaniami. Najwięcej przejętą była oczywiście rodzina, w liczbie której było dziesięcioro samych wnuków; wszyscy na ten dzień przystroili się w piękne ubranka i sznurkiem, jak gąsięta ruszyli do domu dziadków. Tu uderzył ich niezwykły widok: w jadalnym pokoju stał stół, suto zastawiony i pięknie ozdobiony, a na środku stołu widniał rozłożysty aloes, obsypany śnieżnem i różowem kwieciem po raz pierwszy od lat dwudziestu pięciu. I on nawet przystroił się odświętnie na tak wielką uroczystość. Pewnie za sprawą wróżki!...
Wieczorem dnia tego pani Aniela była czegoś smutna. Opowiadała mężowi, że w nocy przyszła do niej Zosia w białej muślinowej sukience z welonem, zapaloną świecą gromniczną w ręce, i również składała życzenia, a później prosiła rodziców, aby przyszli ją odwiedzić...
Pan Andrzej uśmiechnął się gorzko, bo jemu śniła się tej nocy wróżka, ale taka blada, tak chuda i przera-