Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żeliga tom II.djvu/122

Ta strona została uwierzytelniona.

niniejszem uroczyście, jak człowiek bliski chwili, w której stanie przed sądem Bożem, iż nigdy mej żonie tu przytomnej w postępowaniu jej nic zarzucić nie mogłem, jeślim to uczynił, powodowany byłem grzeszną chciwością. Przeto proszę o przebaczenie dla miłości Boga, tak ukochaną żonę i przytomnego tu kasztelana na którego rzuciłem potwarz... uznaję i przysięgam, że czystym jest od wszelkiego zarzutu, żem go pokrzywdził niegodnie i oszkalował. Z pokorą błagam was darujcie mi, zapomnijcie uraz, winy, grzechu, występku mojego, który publicznie spowiadam abym z nich był oczyszczony; chcę i proszę by rejent słowa moje spisał, aby podane były do wiadomości publicznej, wszelkie kroki prawne, wstępnie poczynione kasuję i unieważniam, niszczę i anihiluję. Żonie mej tu przytomnej, jeśli mię Bóg powoła do siebie, majątek mój cały bez wyjątku zapisuję, prosząc jedynie, aby za duszę moją corocznie dziesięć mszy świętych przed obrazem Marji Łaskawej na górze Chełmskiej odmawiać kazała...
I spojrzał na ojca Serafina, jakby badając go czy ma mówić jeszcze; kapucyn skinieniem ręki go zachęcił.
— Przebacz mi żono — rzekł chory — daruj kasztelanie, raz jeszcze uznaję zupełną twoją niewinność a moją winę do której mię niecna chciwość powodowała. Powiedzcie że mi przebaczacie, ulży to duszy mojej.
Rózia poklęknąwszy u łoża, zaczęła płakać wymówiwszy kilka słów niewyraźnie, a potem głośniej dodała:
— Winnam ci panie mój żeś mnie z ubogiego stanu wydźwignął i za towarzyszkę sobie obrał; niech ci za to wdzięczność choć teraz wypowiem... alem grzeszna że mnie duma do oddania ci ręki wiodła gdy miłości w sercu nie miałam co i moje i twe życie zatruło. Niech ci więc ulży na sumieniu ta szczera spowiedź moja bośmy wszyscy grzeszni!
I skryła twarz w dłoni.