Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żeliga tom II.djvu/73

Ta strona została uwierzytelniona.

— Już wy mi tego z głowy nie wybijecie — mówił Achinger — od pierwszego spotkania, gdy się zeszli z nią, całemi godzinami nagadać się nie mogli. Dojeżdżał do jejmości i kiedym był i gdy mnie nie było, bałamucił co się zowie, a postrzegłszy że ja się domyślałem... umknął.
Stolnik nie mogąc wytrzymać, buchnął strasznym gniewem, tupnął nogą i począł burząc się wymyślać, a Achinger śmiechem tylko odpowiedział:
— Cyt stolniku, — rzekł chwytając go za rękę — nie gniewaj się, nie ma czego, przypadki chodzą po ludziach... Zacny człowiek mógł też zaszłapać... ale szczęściem miał do czynienia ze mną, którego ocenić nie umiał... Bylibyśmy tę sprawę połatali.
Stolnik zaczął machać rękami, nie chcąc słuchać takich herezyj, aż gość go wstrzymał.
— Ale mnie bo asindziej nie rozumiesz — rzekł gwałtowniej — albo to nie ma konsystorza i rozwodu? Jam nie tyran, mogliśmy się byli jakoś ułożyć ze sobą... coś... w pewien sposób... byłyć przecie praktyki podobne... zgodnym sposobem, bez gniewów, fuków, jabym znowu go nie odarł jak drudzy...
— Słuchaj Achinger — przerwał mu stolnik wrząc — albo ci się przyśniło, alboś ty zwarjował! Nie znasz człowieka... żonę swą poczciwą ogadujesz. Do czego to podobne! Gdzieby między poważnymi ludźmi, szlachcicowi senator żonę bałamucił... i potem dał koziołka?
— To tak mu na sucho nie ujdzie — dodał szlachcic — ja mu nie popuszczę... on mi się musi...
Barciński nie dał mu mówić.
— Jakież masz dowody tego bałamuctwa?
— Mam, słuchali moi ludzie podedrzwiami ich rozmów o miłości i djabli wiedzą o czem, postawię świadków, że się schodzili że mieli konszachty, że ona pisywała do niego, że...
— A gdy on postawi świadków, żeś waszmość wyjeżdżał z domu umyślnie, gdy on przybywał, to co?
— No, to co? — spytał Achinger — gdyby i tak? Już mi to kością w gardle siedziało, robiłem zasadz-