Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żeliga tom II.djvu/76

Ta strona została uwierzytelniona.

spojrzawszy na niego przestraszyła się, myśląc że zachorował. Musiał się chwycić za stół aby nie padł.
— Co jegomości jest, na rany Chrystusowe? — zawołała.
Stolnik mówić nie mógł, sapał tylko, nie rychło przyszedł do siebie, a żona z załamanemi rękami stojąc nad nim wciąż tylko powtarzała:
— Co ci się stało? co za nieszczęście?
— A to ten rozbójnik! — zakrzyknął nareszcie, pięścią o stół bijąc Barciński — wielem się po tym łajdaku spodziewał, ale takiej przewrotności, bezwstydu, wytartego czoła... no! po prostu zbójectwa...
— Cóż on chce? co zrobił?
Stolnik dopiero powoli opowiadać zaczął swoją z Achingerem rozmowę i groźby jego przeciwko kasztelanowi. Barcińska struchlała.
W głowie uczciwej kobiety podobna sprawa pomieścić się nie mogła, sądziła, że mężowi się przywidziało, musiał jej własne wyrazy kuternogi powtarzać.
— Mówże jejmość co ja tu mam robić! radź! — zawołał stolnik — czy posyłać natychmiast z oznajmieniem do kasztelana, czy zdać wszystko na wolę Bożą i czekać trzech tygodni? a nuż się ten rozbójnik zawstydzi i opamięta? sumienie go ruszy może? Kto wie czy nie były to tylko strachy próżne, aby kasztelana zmusić do okupienia się.
— Mój jegomość — rzekła — z człowiekiem, który takiemi rzeczami grozić śmiał bezwstydnie, nie ma co żartować, znasz dobrze rzecz całą, potrzeba nie strasząc Żeligi poczciwego, naradzić się z adwokatem. Adwokat jak spowiednik dotrzyma ci tajemnicy, nie rozpaple, a najlepiej oceni, czy istotnie to rzecz groźna, czy strachy na Lachy.
— Dobrze by to było, moja jejmość, ale co pomoże adwokat? on szaleniec wygra czy nie, dość że skandalu narobi, hałasu, i uczciwego człowieka splami. Czemu zapobiedz potrzeba, to nie przegranej, ale rozgłosowi i zgorszeniu. Wszak ci po troszę i na nasz